Zamontowany w 2013 roku aerator, który kosztował budżet miasta 300 tysięcy złotych, napowietrzał Jezioro Strzeszyńskie. Dwa lata temu przestał funkcjonować, a decyzja o jego naprawie była przedmiotem kontrowersji, gdyż fundacja zaoferowała się naprawić urządzenie, ale urzędnicy miasta zdecydowali się na jego utylizację. Z treści artykułu dowiesz się, dlaczego takie rozstrzygnięcie zapadło i jakie argumenty podnoszą obie strony.
Fundacja chciała naprawić urządzenie – Miasto odmówiło
Dwa lata temu aerator na Jeziorze Strzeszyńskim przestał działać. W tej sytuacji fundacja Regionalne Centrum Edukacji Ekologicznej zgłosiła chęć naprawy aeratora i przejęcia jego odpowiedzialności. Niestety, urzędnicy miejskiego Wydziału Klimatu i Środowiska odmówili tej propozycji, uznając, że urządzenie jest trwale uszkodzone i nie nadaje się do dalszego użytku. Ta decyzja wzbudziła kontrowersje, gdyż zdaniem biologa i emerytowanego wicedyrektora miejskiego wydziału środowiska, Piotra Szczepanowskiego, aerator mógłby nadal pełnić swoją funkcję po niewielkim remoncie. Fundacja oferowała demontaż urządzenia z jeziora bezpłatnie, jednak miasto zdecydowało się na utylizację za kwotę 40 tysięcy złotych.

Aerator na Jeziorze Strzeszyńskim zdaniem biologa mógł być nadal użyteczny
W momencie, gdy aerator na Jeziorze Strzeszyńskim przestał działać, fundacja Regionalne Centrum Edukacji Ekologicznej zgłosiła chęć jego naprawy i podjęcia odpowiedzialności za jego utrzymanie. Jednak urzędnicy miejskiego Wydziału Klimatu i Środowiska podjęli inną decyzję, uznając urządzenie za trwale uszkodzone i niezdolne do dalszego działania. Biolog i emerytowany wicedyrektor miejskiego wydziału środowiska, Piotr Szczepanowski, zgłosił odmienne zdanie, twierdząc, że po niewielkim remoncie aerator mógłby ponownie spełniać swoją rolę w napowietrzaniu jeziora. To zaowocowało kontrowersjami i pytaniami, dlaczego miasto nie przyjęło oferty fundacji i zdecydowało się na kosztowną utylizację w wysokości 40 tysięcy złotych.




